Bloog Wirtualna Polska
Są 925 672 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kuchnia

środa, 31 stycznia 2007 17:35
Jedzenie to jedna z niewielu przyjemnosci, do ktorych jestesmy zmuszeni, zeby przezyć. Choc patrzac na to z tej strony to pozostaje tylko jeszcze jedna, ktora jest rownie wazna;-) Anyway - cocina al-andalucia. Na pewno owoce morza. Dużo soków i kawy. Brak umiejętności parzenia herbaty, czasem miałam wrażenie że w ogole nie znaja herbaty. Patrzyli sie na mnie jak na kosmite z Great Britain.

Tapas i inne na ciepło jedzonko
Mmmm... kalmary - smażone małe ośmiorniczki. Koniecznie panierowane, koniecznie świeże, coby nie byly gumiaste i mialy jakis smak. Krewetki. Tak samo - w panierce, polane majonezem. Tam uwielbiaja majonez. O narybku z węgorzy już wspominałam, choć to dziwne uczucie jesc cos co na ciebie patrzy. Albo paella - ryż z warzywami i owocami morza, podany na czyms w rodzaju patelni lub rondla. Porcja, którą dostaliśmy w knajpce niedaleko Alhambry starczylaby na 3 osoby, mimo że zamawiały dwie ;-) Martin mial pyszne sniadanie ;-) W paella najbardziej zaciekawily mnie małże - trzeba było je wyskrobywac z muszli. Podobnie było z zupą z owoców morza - sopa de marisca. Przemek tym sie zajadał, mi nie przypadły do gustu muszle pływające w talerzu. Ja dla odmiany dostałam gęstą zupe z fasoli która smierdziała rybami. Podziekowałam, ale rozpacz w oczach corki wlasciciela knajpy prawie mnie skłoniła do zjedzenia tego czegos. Prawie. Obiad w hiszpańskiej knajpie, w niewielkiej miejscowości, np. w takiej Zafarraya - starter z salatki [sałata, papryka, pomidory, wszędobylska oliwa, do tego pokorojona bagietka], zupa - jak wyżej, i wariacje na temat pollo - kurczaka lub ryb. Do tego frytki lub ziemniaki. Na koniec - to cały czas jest część obiadu - kawa w malutkiej filiżance, słodkie ciastko lub
flan. Cóż to takiego jest flan? To rodzaj waniliowego budyniu albo puddingu, który podaje się jak nasza galaretę z nóżek - na talerzyku, i ma kształt naczynia, w ktorym go przygotowano. Do tego sos np. czekoladowy i bita śmietana. Próbowałam flanu 3 razy i za każdym razem w innej knajpie i ... było warto. Wracając - obiad jaki opisałam kosztował... 7 euro za osobe. W Polsce - nie do pomyslenia. A tam - mozna tak.

Na sucho...
To przede wszystkim chorizo. Kilkadziesiąt jak nie kilkaset odmian pomidorowej suchej kiełbasy. Przywiozłam 3 rodzaje. Bede z rozkoszą próbować i przypominać sobie granadzkie śniadania - pomarańcze, grzanki, niebieski ser, chorizo i... NOGA. Noga stała na lodówce. Na drewnianym stojaku. Martin brał nóż i kroił cienkie plastry z tej nogi. Wieprzowa? Chyba tak. W supermarkecie powaliła mnie na kolana ściana z nogami. 10-20 metrów suchych nóg gotowych do zabrania do domu i rozprawienia sie z nimi. Pycha ;-) W naszym klimacie jednak nie dałaby sobie rady. Jest bowiem suszona, a nie wędzona. Tam to tylko pleśnieje, pleśń się skrawa i można jesć dalej. U nas pewnie by szybko zgniła.

Picie
Kawa. Nic dodac nic ujac. Herbata - jak wyżej.
Wino. Setki rodzajów. Polecam Rioja - wino z tego regionu Hiszpanii jest po prostu boskie. My zapijaliśmy się Faustino VII, choć nie pogardziliśmy tamtejszym miodem ;-)
Ciekawa mieszanka - nie pamietam nazwy ale - wino wytrawne, czerwone + sok cytrynowy gazowany. Orzeźwiające, dosyć smaczne, przyrządzane w proporcjach zależnych od preferencji pijącego. No i wino malaga. Podobno kacogenne. Podobno niszczy i skutecznie poniewiera. Przywiozlam mala butelke. Zmierzymy sie, a jakze ;-) Innym wartym polecenia napojem winnym jest jerez, czyli od czasow Francisa Drake'a zwany sherry, bo tak właśnie Anglicy wymawiali nazwe tego trunku z okolic Jerezu. Jest to wino stołowe, bardzo popularne w Hiszpanii do obiadu, może nie tak jak cydr we Francji; i to wino przywiozłam ;-)

Piwo. Nie ma pinty lub pół-pinty. Jest piwo podawane w kufelkach 0,2, oczywiście do tego tapa. Chłopaki pili Alhambre w zielonych małych butelkach.
I ciekawa rzecz związana z alkoholem - w Hiszpanii tolerancja, do której można siąść za kółkiem to 0,5 promila. Szok, zważywszy, że wypadków drogowych w Hiszpanii nie brakuje. Coraz to widzieliśmy powgniatane bariery na autostradzie, lub też całkiem nowe - Martin nas oświecił, ze to po prostu czesta wymiana a nie wyjątkowa dbałość o ich wygląd...

Owoce
Pomarańcze i mandarynki. Brzoskwinie czyli ulubiony przez Przemka melocotón. No i coś dla mnie - malageńskie rodzynki, przygotowywane z tego samego szczepu winnego co wino malaga. Ciekawe czy po nich tez sie ma kaca?;-)




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1285238,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

Post Scriptum

środa, 31 stycznia 2007 16:58
Wczoraj wróciłam. Dochodze do siebie - w tesknocie za Mio Solo Fruta, za górami na horyzoncie, za zimna podłogą na Sagrada Familia i rudym gato, ktory czasem dzialal mi na nerwy. Gdzie zjem takie kalmary? gdzie narybek węgorzy? ech... postanowilam napisac PS. do tego bloga. To co zapamietalam - to co mnie najbardziej dotknelo - pozytywnie i negatywnie. Generalnie Andaluzja zmienila moja wizje Hiszpanii - to kraj gor i bezczasu - tam pewnie niewiele sie zmienilo od 1000 lat - nie liczac autostrad. Bo gory pozostaly - wioski w dolinach i przesądy - tez. Wiec... zaczynamy przegląd wspomnień.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1284918,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

wieczornie granadzko

poniedziałek, 29 stycznia 2007 20:50
Z balkonu mieszkania na Sagrada Familia roztacza sie widok na Sierra Nevada. Spokojny widok na raz wyostrzone zimnem a raz zadymione cieplem gory ktore zdobylismy pierwszego dnia hispanizacji. Rano - to kawa czy herbata tuz przed, sniadaniem z moim Szczesciem.  Wieczorem - to ciagnacy po nogach chlod. Jestesmy na 1 000 m npm. Granada. Wciaz nie mam kubka. Ale jest dobrze. A jutro - 30 stycznia - uciekamy stad...

Gato spi. Chlopaki krążą po mieście w poszukiwaniu dental RTG. Dzis ostatni wieczor w towarzystwie kalmarow, narybku wegorzy czy Faustino VII. To byl dobry urlop, dobre poznanie Andaluzji. W sniegu i mrozie, w czerwonej, zielonej i zoltej ziemi. Wsrod oliwek, opuncji, i pomaranczy. W gorach i w srod zamkow. O smaku chorizo i pysznej earl grey z granada tea. Dziekuje Ci, Andaluzjo.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1276227,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Malaga del Mar

poniedziałek, 29 stycznia 2007 20:45
27 stycznia

I nadszedl ten dzien - dzien urodzin. Zaczal sie o polnocy prezentami od mojego Szczescia, a rano - pojechalismy najpierw do Fuengiroli, a potem - do Malagi.

Fuengirola... piekny zamek, z ktorego moznaby cos wiecej wykrzesac... ani slowa o wojnach napoleonskich, do tego lało i padało co popadnie, znad morza [Środziemnego] wialo, generalnie to nie byla pogoda do zwiedzania czegokolwiek. Po raz kolejny zaklelam w duchu - to nie jest czas na Costa del Sol.

Z Fuengiroli pojechalismy do Malagi. Miasto... miasto jak Miami. Palmy. Znowu chaos komunikacyjny, Dziwni kierowcy, pokrecone drogowskazy i sygnalizacja swietlna. Dziwni ci Hiszpanie... Potem - Gibralfaro - zamek na szczycie gory zs ktorego roztaczal sie widok na cala Malage. I morze. I Plaza de Torros. I... znowu chlod. Ale i piekno. I lazur morza jakiego dawno nie widzialam.

Zeszlismy nizej - do Alcazaby. Najpierw - teatr rzymski  wykopany przypadkowo w 1955 roku. Posiedzielismy w sloncu i zaczelismy sie wdrapytwac na gore, do zamku. ALe jakze to inna byla alcazaba niz ta w Alhambrze! Tu nie bylo twierdzy, tu byl ogrod... kanaliki szemrzace woda, zakatki zieleni, fontanny, tarasy cienia, symetryczne schodki i piekne piekne arabeski. To bedzie mi sie snic jeszcze dlugo. Piekna alcazaba - palac jak wytchnienie. I calyczas zachwycaly mnei rozbite pomarancze na kamieniach toczace sie niczym...

... znow wedrujemy cieplym krajem
malachitowa laka morza...
ptaki powrotne umieraja
wsrod pomaranczy na rozdrozach...

Tu wroble jadly uliczne pomarancze. Tu caly czas trafialismy na sjeste i wieczny spokoj i rozleniwienie Hiszpanow. Dziwne... wkurzalo to nas, a jednoczesnie - przynajmniej ja - zazdroscilam im w duchu tego luzu, tego braku potrzeby pędu, nerwow czy innej pogoni. Tu caly czas jest sjesta. To byl kolejny dobry zimny dzien ;-)


28 stycznia

Sierras de Tejeda - zupelna dzikosc. Jazda po kamieniach wysoko w gory. To tylko 1400 m npm, ale zawsze. Wioski w dolinie Zafarraya, malutkie domki przyklejone do zboczy gor... Piekno i dzikosc. Tu zrozumialam pojecie kamienistej ziemi...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1276198,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Biale Miasto na skalach

poniedziałek, 29 stycznia 2007 19:49
26 stycznia

Pojechalismy do Rondy. Jedno z pueblos blancos, miasto na skalach, miasto 3 mostów. Zwiedzalismy je w sniegu, wietrze i zimnie. Cudna pogoda jak na Costa del Sol - pierwszy raz widzialam pomarancze w sniegu. Oprocz piekna samego starego miasta moglismy takze podziwiac skutecznosc naszych butow do trekkingu - wprost koncertowo slizgaly sie na mokrych kamieniach. Piekne banos arabes, cudne skaly, wspanialy Dom Maura ze studnia z dna kanionu rzeki.... Miejsce wpaniale, ale - z racji pogody - jakos chcialam uciec stamtad do najblizszego samochodu...;) Odwiedzilismy najstarsza w Hiszpanii Plaza de Torros, drewniana arene z muzeum corridy - cos nieziemskiego. Swoja droga wlasnie tam poczulam ze jestem w Hiszpanii...;-) Zolty piach areny, trybuny jak z rzymskiego cyrku... warto odwiedzic Ronde ;-)



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,1275792,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 123456789  »

czwartek, 23 lutego 2012

Licznik odwiedzin:  22 349

O moim bloogu

Wyprawa do Andaluzji.Przygotowania, zbieranie wiadomości, załatwianie różnych dziwactw i dzielenie się strachem przed pierwszą podróżą samolotem...:)

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to